w sprawie wolnych i sprawnych sądów

Pracownicy sądów mają dość. Dlaczego? Przeczytajcie wpis Justyny Przybylskiej, Przewodniczącej KNSZZ „Ad Rem”, zrzeszającego pracowników wszystkich grup zawodowych sądownictwa. Postanowiłam po raz kolejny zabrać głos w sprawie pracowników sądów, bo ich sytuacja płacowa jest fatalna. Mało kto o nas pamięta i mało kto nas zauważa, a bez nas sądy tak naprawdę nie istnieją. „Ad Rem” od chwili powstania podejmował najróżniejsze działania na rzecz poprawy warunków płacy i pracy pracowników. Były to działania prowadzone na dwóch płaszczyznach: po pierwsze w każdej poszczególnej objętej funkcjonalnością jednostce, a po drugie w Ministerstwie Sprawiedliwości celem podjęcia odgórnych działań regulujących problematykę pracowniczą. Prowadzenie dialogu społecznego zarówno na poziomie jednostek, jak też w MS przedstawia się różnie. Powód? Dialogu nie da się prowadzić w pojedynkę, potrzeba do tego aktywnego partnera, który wysłucha nie tylko żądań pracowników, ale także ich próśb związanych z poczuciem sprawiedliwego wynagradzania, równego traktowania, czy też chociażby organizacyjnych rozwiązań poprawiających jakość i ilość pracy. Niestety nie zawsze bywa tak, że mamy z kim ten dialog prowadzić, a nawet dochodzi do takich sytuacji, gdzie jedynym celem pracodawcy jest „rządzenie”, a nie „zarządzanie”. W jednym z sądów mamy sytuację wręcz „buntu” pracowników przeciwko pracodawcy, którzy podpisali stosowny list wyrażający sprzeciw wobec sposobu traktowania pracowników, a związek „Ad Rem” w obronie praw pracowników tego sądu wszczął spór zbiorowy. Podobnie sprawa wygląda z prowadzeniem dialogu społecznego w MS, widać stopniowe jego pogarszanie. Pan Minister Sprawiedliwości nie spotkał się osobiście ze związkami zawodowymi ani razu, a ograniczanie związków są elementem już stałym. Nawet w obliczu tak trudnej sytuacji, która pojawiła się w związku z oburzeniem pracowników, ich inicjatywy oddolnej, Pan Minister Sprawiedliwości nie reaguje na złożony przez związki zawodowe zrzeszone w Forum Związków Zawodowych wniosek o zorganizowanie pilnego spotkania w celu podjęcia rozmów oraz podpisania porozumienia. Tymczasem wzmożona fala oburzenia w sieci przez ten czas wzrastała. Warto podkreślić tutaj, że Forum Związków Zawodowych jest centralą związkową, która z racji zrzeszania organizacji związkowych, ma na dziś największą reprezentatywność w Ministerstwie Sprawiedliwości. Na pytania pracowników i członków, czy termin spotkania z Panem Ministrem został wyznaczony odpowiadamy więc zgodnie z prawdą – Pan Minister nie odpisał, ani nie wyznaczył terminu. Powodów nie wskazujemy, bo nie nam je oceniać. Znamienne, że nie ma także odpowiedzi od Pana Premiera Mateusza Morawieckiego.
KNSZZ „Ad Rem” od początku istnienia poważnie i merytorycznie przedstawia sytuację pracowników w Ministerstwie Sprawiedliwości. Potrafimy prowadzić dialog społeczny i wiemy, kiedy można i należy negocjować, ale także świetnie zdajemy sobie sprawę z tych postulatów, co do których odstąpić nie wolno, bo byłoby to niekorzystne dla pracowników.
Dwie alternatywne rzeczywistości: ta publiczna i ta sądowa.
Portale społecznościowe w sieci rozgrzały informacje prasowe o podwyżkach w innych grupach zawodowych, ogłoszenie 6 miliardowej nadwyżki w budżecie, a jednocześnie stagnacja w sądownictwie. Takie dyskusje w obliczu zarobków pracowników sądownictwa, można było na tym etapie uznać za normalne. Jednakże brak odpowiedzi Pana Ministra na wniosek o pilne zorganizowanie spotkania, oraz przesłany do pracowników list, wywołały lawinę oburzenia i desperacji nie do utrzymania. Sieć zawrzała uginając się pod naporem komentarzy i rozgoryczenia. W liście tym dowiadujemy się przykładowo, że Pan Minister przekazał środki finansowe dla pracowników sądów w kwocie 34 milionów! I to jest ta rzeczywistość publiczna. A realia? Cóż, zgoła odmienne. Po pierwsze 10 milionów zostało przeznaczone na jeden sąd. Po drugie z całej przekazanej reszty środków na wszystkie apelacje, zgodnie z zaleceniami Ministerstwa, Dyrektorzy Sądów Apelacyjnych w pierwszej kolejności mieli dyspozycję, żeby uzupełnić niedobory w budżetach sądów. Oznaczało to w sposób naturalny zmniejszenie kwoty środków przeznaczonych na rzecz pracowników, do tego stopnia, że w niektórych apelacjach pracownicy otrzymali zaledwie 200/250 zł brutto. Jakby tego było mało, Dyrektorzy sądów nie zwracali w ogóle uwagi, że środki te miały stanowić rekompensatę za niskie wynagrodzenie oraz olbrzymie przeciążenie pracą. W jednostkach, które „Ad Rem” objął swoją właściwością staramy się zwracać uwagę na charakter tych środków i tam gdzie Dyrektor „zarządza” a nie „rządzi”, osiągane jest w pełni porozumienie i zrozumienie. Ciągle jednak obejmujemy nowe sądy, gdzie problem ten występuje i praktycznie negocjowanie zasad podziału środków jest dla nas stałym zajęciem. Podobna sytuacja dotyczy przekazanych kolejnych transz na zwiększenie niestałych składników wynagrodzenia dla pracowników – batalie o zasady wypłaty pomiędzy „rekompensatą”, a chęcią nieuzasadnionego różnicowania bez wskazania jasnych i czytelnych kryteriów, nadal trwa. A przecież w sposób prosty i oczywisty z poziomu Ministerstwa te problemy można rozwiązać. „Ad Rem” jest otwarty na współpracę przy wszelkich działaniach dla dobra pracowników i poprawy ich warunków płacy oraz pracy. Jak już jednakże wspomniałam, nie da sie prowadzić dialogu społecznego jednostronnie, ani rozwiązywać problemów pracowników, jeśli nie ma tego dialogu wcale.

Prace nad zmianą ustawy o pracownikach sądów i prokuratur.
Ministerstwo Sprawiedliwości powołało Zespół ds. opracowania projektu założeń zmian w ustawie o pracownikach sądów i prokuratur. Zakres kompetencji zespołu podkreślony podczas pierwszego posiedzenia Zespołu został wyraźnie zaakcentowany przez M. Wójcika – nie ma tu mowy o pracach nad konkretnymi zmianami w ustawie. Poza tym w pracach tegoż Zespołu zamiast szerokiego grona zainteresowanych dopuszczono wąską grupę osób, a skład zmieniono pomimo wyraźnych wskazań co do reprezentacji. To też dosyć ciekawa forma prowadzenia dialogu społecznego – Forum Związków Zawodowych zrzeszające organizacje pracowników sądownictwa, mając największą liczbową reprezentację, wskazało imiennie mnie, jako osobę mającą zająć się pracami nad meritum w tym zespole, a Pan Minister nie wiedzieć dlaczego dokonał wykreślenia w kolejnym składzie. Na dzień dzisiejszy nie udzielił też odpowiedzi, jak w takiej sytuacji zapewni mi udział w pracach nad projektem założeń. Może jest to spowodowane faktem, że złożyłam obszerne opracowanie w zakresie poddania pod debatę rozwiązań i było zbyt merytoryczne, lub nie pasowało do przyjętej strategii? Nie do końca zatem możemy liczyć na to, że prace poszły w ogóle w dobrym kierunku. Ministerstwo nie poddaje pomysłów pod debatę, nie czeka na być może słuszne merytoryczne odniesienie się pracowników, ich przedstawicieli, czy nawet samych Dyrektorów. Oczywiście członkowie związku Ad Rem, oraz pracownicy o fakcie przebiegu zmian składu byli informowani. Czy im się takie podejście podoba? Wielokrotnie słyszeliśmy, że nie, ale komentarze pozostawimy dla siebie. Z pewnością ich odbiór mógł być jednoznaczny, ogranicza im się prawa do prowadzenia dialogu społecznego – to oni wybierają swoich przedstawicieli, którzy ich reprezentują. Takim postępowaniem są oburzeni i trudno się dziwić. Jak dla mnie pytaniem, które pozostaje otwarte jest zatem to, czy po raz kolejny jest to jedynie tworzenie pozorów dążenia do poprawy zmiany sytuacji pracowników? Poza tym, w tej chwili potrzebujemy rozwiązań na już, a nie publikowania informacji o tym, że kiedyś coś zrobimy, pomijając aspekt czy to będzie dobre rozwiązanie. O tym, że sytuacja pracowników jest trudna informowałam już podczas akcji protestacyjnej w dniu 22 września 2018r., gdzie udzieliłam wywiadu zwracając się bezpośrednio do Premiera Rządu. Wskazałam wyraźnie, że tu nie ma już miejsca na hasło „ratujmy co się da”, ale na konkretne i jasne działania. Od września w tym kierunku nie zrobiono nic. Cóż zatem dziwnego, że pracownicy oburzeni sytuacją wyrażają swoje niezadowolenie? Jak dla mnie zarówno rząd, jak i Ministerstwo Sprawiedliwości zostawili żarzącą się resztkami nadziei świeczkę przy stercie akt sądowych, które nie mieszczą się w szafach, a dziś są zdziwieni, że wybuchł pożar.

Statystyczny wzrost szybkości postępowań.
Ze statystyką to jest tak, że istotne jest nie to co pokazuje, ale to co ukrywa i wie o tym każdy, kto na statystykach sądowych się zna, zwłaszcza kierownicy sekretariatów. Zauważmy więc, że ludzkie losy, o których rozstrzygają sądy mają różny stopień skomplikowania, są sprawy proste i oczywiste, ale są i sprawy złożone, wielowątkowe, z wieloma świadkami, stronami itd. Przyciskani na efekty liczbowe spraw załatwionych możemy liczbę tych spraw rzeczywiście zwiększyć i mieć medialny efekt. Problem w tym, że pogoń za „wyrobieniem normy” odbija się na obywatelach i ich sprawach, oraz mija się nieco z rzeczywistością. I teraz zobaczmy, zwiększając liczbę załatwień, bo jest to konieczne, skupiamy się przede wszystkim na załatwianiu spraw prostych, a sprawy skomplikowane pozostają w sekretariatach i ciągną się w nieskończoność. Terminy są wyznaczane raz na dwa, trzy miesiące, a to zaledwie pierwsza instancja. O tym się milczy i statystyka spraw „załatwionych” tego nie poprawia. Czy jednak sądy rozstrzygając życiowe sprawy obywateli powinni mieć w głowie jedynie statystykę? Czy raczej pochylić się nad każdym pojedynczym losem obywatela i wydać sprawiedliwy w odczuciu społecznym wyrok w rozsądnym terminie? Problemy z terminowością, to problemy związane nieodłącznie z kadrą pracowniczą w sądach. Sami sędziowie tu nie wystarczą. Konieczna jest właściwa i rzetelna obsada kadrowa, która jest wydolna ilościowo i dotyczy to tak pracowników wydziałów orzeczniczych, jak i asystentów sędziów, kuratorów sądowych, pracowników zespołów transkrybentów, pracowników OZSS itd. Potrzebna tu odpowiednia i ilość i jakość. W sądach od dawna już z tytułu niskich zarobków nie ma chętnych do pracy. Ktokolwiek się zgłosi jest przyjmowany i każdy modli się żeby nie uciekł już pierwszego dnia. Czy zostają? Niestety nie. W chwili, w której poznają zakres obowiązków, wymogi co do wiedzy i umiejętności, to zwyczajnie uciekają. Ale za te puste etaty ktoś musi wykonać pracę. Niestety nie ma już takiej możliwości, szafy pękają od niewykonanej pracy, a pracownicy cierpią na poważne problemy emocjonalne i psychiczne w związku z brakiem możliwości „wyrobienia się”. Cierpimy na braki kadrowe także z powodu niskich zarobków, ci którzy nadawaliby się do tej pracy, jak słyszą ile dostaną brutto, to zwyczajnie uciekają. Wielu z nich mówi wprost, że przyszli na kilka miesięcy, żeby „podrasować CV”. Nie zależy im więc wcale na poznawaniu charakteru pracy i jej ulepszaniu, a zwłaszcza dotrzymaniu tempa pracy, bo przecież i tak odejdą. No i taki suplemencik, załatwione sprawy, czyli orzeczenia do rozesłania czekają nieraz miesiącami na doręczenie, bo nie ma komu ich wysłać. To też kolejny aspekt poprawy statystyk. Załatwione, nie oznacza rozesłane i prawomocne.

Co z tym protestem?
Sytuacja pracowników sądów jest trudna, skomplikowana i wielowątkowa. Konieczne jest przybliżanie społeczeństwu tych problemów i informowanie ich o tym, co przecież ma realny wpływ na ich losy i sprawy życiowe, o których sądy rozstrzygają. Co do protestu, to przede wszystkim należy zwrócić uwagę, że to media jedynie mówią o proteście, a prawda jest taka, że nikt żadnego protestu nie organizuje, nawet pracownicy. Owszem wyrażają swoje niezadowolenie, owszem piszą o tym, owszem skierowali do Pana Ministra listy opisujące i ich sytuację i rozgoryczenie. I mają do tego prawo. W moim odczuciu słowo „protest” ma tu jedynie znaczenie potoczne, jako wyraz niezadowolenia. Pracownicy nawet na forach internetowych piszą, że nikt z nich żadnego protestu nie organizuje. Piszą o zadbaniu o swoje zdrowie, rozmawiają o problemach związanych z nagrodami, z tym że nie stać ich na leczenie prywatne, o stresie, o bólach kręgosłupa, o emocjonalnych ciężarach przy pracy z najtrudniejszymi sprawami, o tym, że mają dosyć przeliczników wypłaty oszczędności na dni nieobecności. W wielu jednostkach obcina im się podział oszczędności już po 5 dniach chorobowego. W sądownictwie to też taka norma, że przychodzą do pracy ludzie chorzy. Przypadki zabierania pracowników przez pogotowie z pracy są naszą codziennością – pęknięte wrzody, wylewy, stany przedzawałowe, rozbicie gumką z wózka do akt okularów i urazy oka. To nasza rzeczywistość. Tyle, że zgasła w pracownikach nadzieja, więc nie chcą już przychodzić chorzy do pracy. Mają dzieci i rodziny, a także jedno życie. Wielu z nich dorabia przecież po godzinach – sprzątają salony fryzjerskie, chodzą na nocne inwentaryzacje, ubierają się w secondhand’ach. Piszą, że skoro ich nikt nie szanuje i nie docenia, to nie widzą sensu ani zostawania po godzinach, ani lekceważenia swojego zdrowia. Za „dziękuję” nie wykarmią rodzin. Oczywiście pozostaje w nas wszystkich ból, bo wiemy, że społeczeństwo i ich sprawy na tym ucierpią, ale przecież nie mogą ciągle pracować za darmo po godzinach. Szanują sprawy i losy ludzkie, ale to co się dzieje, jest dla nich nie do wytrzymania na dłużej. Wielu odeszło, kolejni tylko o tym myślą i marzą. Czara goryczy pękła. Nie robią nic złego, myślą tylko o swoim zdrowiu i swoich rodzinach. Dopóki Ministerstwo i Rząd nie zmienią swojego postępowania i nie zaczną prowadzić realnego dialogu społecznego, dopóty nie mają zamiaru dać tej pracy więcej, niż 8 godzin dziennie. Z pracą w nadgodzinach już koniec. To wynika z przeglądu internetowych komentarzy i treści i nic innego. Nadinterpretacją jest doszukiwanie się zorganizowanej akcji protestacyjnej.

Link jest tutaj : https://dorotagardias.natemat.pl/257639,w-sprawie-wolnych-sadow-oddaje-glos-justynie-przybylskiej-liderce-zwiazku-zawodowego-ad-rem?fbclid=IwAR1INvfdltWnL-BWG2YaxSlZ5wPYNHqTddGUa-QXwueMp_eHHltKMiJ2YOk

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

19 + 4 =